Większość odpowie, że w 2012. Niestety nie o to Euro tym razem chodzi. Mowa o wspólnej europejskiej walucie zwanej
euro, której przyjęcie jest ciągle przekładane. Miało być podwójne euro w 2012 i to walutowe i piłkarskie. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że europejską walutę dostaniemy najwcześniej w 2014, a znając naszych polityków to nie jest to pewnie ostateczna data.
Jakiś czas temu można było usłyszeć że to dobrze że nie mamy jeszcze euro, bo dzięki temu tak radzimy sobie z kryzysem. Dzięki temu, że w trakcie kryzysu osłabił się
kursy waluty naszego kraju i znacznie poprawiła się sytuacja eksporterów. Większość ekspertów na takie argumenty odpowiada, że nie tylko w Polsce obniżył się kurs, a tylko u nas tak dobrze prosperuje gospodarka. Nie można jednoznacznie określić, że właśnie ten czynnik wpłynął w tak znaczącym stopniu na wyniki naszego kraju. Tym samym opinia, że z powodu nie przyjęcia euro Polska gospodarka wyszła obronna ręką z kryzysu jest co najmniej niewłaściwe.
Niezależnie od tego ciągle pozostają argumenty za euro, których prawdziwości jak dotąd nie udało się nikomu zaprzeczyć. Jednym z najważniejszych jest rozwiązanie problemu ryzyka kursowego. Gdy
kursy walut wariują, najwięcej zyskują lub tracą importerzy i eksporterzy. W najgorszych sytuacjach firmy zajmujące się importem i eksportem mogą mieć wachania osiąganych przychodów sięgające nawet 20 % + lub - w porównaniu z innymi latami. Bez wątpienia w takiej sytuacji trudno funkcjonować firmie jednocześnie zachowując stabilność finansową i planując wydatki.
Ryzyko walutowe było główną przyczyną afery dotyczącej opcji walutowych, masowo wybieranych przez rolników. Po znaczącym osłabieniu się złotego ludzie na tych opcjach stracili ogromne kwoty. W takiej sytuacji ciężko niedoceniać pozytywnych aspektów zniknięcia ryzyka kursowego.